Czas jeszcze raz wystawił mnie na próbę...
Jeszcze w czwartek nie byłem pewien czy w ogóle moja czwartkowa rehabilitacja będzie kontynuowa-na. Zapytacie pewnie, skąd te "ciemne myśli" u mnie...? Odpowiedź jest banalnie prosta... Otóż, od jakiegoś czasu mój rehabilitant jakby o mnie... zapomniał? Tak jak co tydzień miałem z nim zajęcia dwa razy w tygodniu. W tym właśnie w czwartki kiedy to byłem wysadzany na wózek. Tak później rehabilitacja skróciła się do jednego dnia, aby docelowo zejść do zera. Długo się zastanawiałem, czy ja już zawsze muszę mieć takiego cholernego pecha czy co? Jednak nasza psycholog mnie nieco uspokoiła mówiąc, że mój rehabilitant i jego żona wreszcie doczekali się dziecka i nie wiadomo kiedy wróci do pracy. Od wczoraj jednak jestem już spokojniejszy, gdyż mój rehabilitant powraca do pracy i tak sobie myślę że jednak wyrobimy się z planem do wigilii Bożego Narodzenia tego roku i że nie będę musiał sam siedzieć w pokoju wiedząc że w świetlicy na parterze trwa mikołajkowo-świąteczna zabawa.
Picasso
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz